
Janina całe życie przepracowała jako urzędniczka. Czas mijał i zbliżał się moment przejścia na upragnioną emeryturę. Jednak zanim się to stało, zmieniło się prawo. Okazało się wtedy, że kobiecie brakuje dwóch lat do zasłużonego odpoczynku. Dziś pracuje w sklepie jako sprzedawczyni.
Po śniadaniu żegna się ze zwierzakami, zakłada zimową, pikowaną kurtkę oraz czapkę i wychodzi do pracy. Na szczęście droga do niej jest krótka. „To jedyna zaleta tego miejsca” – myśli. Janina jest sprzedawczynią w stoisku z wędlinami, które mieści się w ogromnym supermarkecie. Jej przestrzeń do pracy to około pięciu metrów kwadratowych, z czego większość zajmuje lada z towarem. Ubrana w firmowy fartuszek i czepek, każdego dnia obsługuje kilkudziesięciu klientów. Szczególnie w godzinach popołudniowych ruch staje się większy. „Warszawa skończyła pracę” – myśli kobieta. Dla niej to początek drogi przez mękę. Gdy tylko pomyśli, że wśród tych klientów będą tacy, którzy z radością okażą jej pogardę – ma dość. Tylko nieliczna garstka traktuje ją jak człowieka, a nie maszynę. Potrafią porozmawiać, pośmiać się i ze szczerym uśmiechem życzą spokojnej i miłej zmiany. Reszta – „szkoda gadać” – powtarza w myślach kobieta.
Pierwszy krąg – pogarda
Oto i pierwsza klientka, pozornie wygląda na miłą. Janina wita kobietę w białym płaszczu i oczekuje jej zamówienia. Ta z kolei ignoruje ją całkowicie, uważnie przyglądając się ladzie. Mijają kolejne minuty, powoli robi się kolejka, a niezdecydowana klientka ani myśli składać zamówienia. Janina zaczyna tracić cierpliwość, ale cóż ma zrobić? W końcu pani decyduje się na jedną z wędlin. Sprzedawczyni kroi ją wedle zamówienia, potem kolejną i następną. W pewnym momencie kobieta stwierdza, że wcześniej krajalnica była inaczej ustawiona niż w tej chwili, więc prosi o ponowne pokrojenie. Janina stara się spokojnie wytłumaczyć, że nie przestawiła maszyny. Jednak na nic jej słowa, kiedy kupująca wie lepiej. W końcu z niewinnej wymiany zdań zaczyna robić się kłótnia. – Jak się Pani nie podoba, to nie musi tu Pani pracować! – krzyczy klientka. Starsza kobieta nie ma już siły pokornie znosić jej zaczepek. – Pani również nie musi tu kupować – odpowiada. Wie, że nie powinna tego mówić, ale jest tylko człowiekiem. Ile można wysłuchiwać cudzych wymyślonych problemów? Jednak nie sama sprzeczka jest dla sprzedawczyni przykra, lecz to, że pozostali ludzie w kolejce nawet nie myślą o tym, by się za nią wstawić. Każdy widzi w niej tylko robota mającego im usługiwać i nie narzekać.

Drugi krąg – agresja
Jakimś cudem Janina obsłużyła wszystkich klientów bez większych problemów. Choć po przygodzie z panią niezdecydowaną miała całkowicie dosyć tego dnia. „Dlaczego ludzie myślą, że sprzedawca to podgatunek człowieka?” – zastanawia się, sprzątając stanowisko. Sama pamięta, jak pracowała jako urzędniczka i nigdy nie zdarzało się jej traktować innych z wyższością. Oczywiście miała swoje gorsze dni jak każdy człowiek, ale nie do tego stopnia, by odgrywać się na innych za byle głupotę. „Widać czasy się zmieniły” – mówi szeptem, biorąc głęboki wdech.
W tym właśnie momencie do lady podchodzi mężczyzna. Postawnej budowy, dobrze ubrany, jednak jego wyraz twarzy nie jest przyjacielski. Ale mimo tego, Janina musi go obsłużyć. W końcu to klient jak każdy inny. Uprzejmie wita gościa i czeka na jego reakcję. Zamiast „dzień dobry”, od razu zaczyna zamawiać, bez żadnego „proszę” lub „dziękuję.” Janina uwija się w z przygotowaniem zamówienia, ale kątem oka widzi, że klient nie jest zadowolony z tak powolnej (jego zdaniem) obsługi. Gdy kobieta w końcu kompletuje całość, prosi o stosowną należność. – Razem trzydzieści pięć złotych i siedemdziesiąt pięć groszy – mówi. Z wielką niechęcią mężczyzna rzuca banknoty na ladę. Fakt, że pieniądze wyglądały jakby je przed chwilą wyjął ze śmietnika, nie robił już wrażenia na Janinie. Jednak gdy klient dosłownie cisnął monetami, aż te z impetem upadły na podłogę – ze złości podskoczyło jej ciśnienie. Ostatkiem sił powstrzymała się od dosadnego komentarza, tłumacząc sobie, że to i tak nie ma sensu. Na słowa: „do widzenia” (w domyśle kobiety: żegnaj i nie wracaj) w odpowiedzi usłyszała tylko burknięcie.
Krąg trzeci – wieczorni klienci
Dzień powoli mijał, a Janina coraz częściej myślała o rychłym końcu zmiany. Szczególnie że nie była na przerwie, więc nie miała okazji niczego zjeść. Teraz i tak jej się nie opłaca – woli zostać do końca na stanowisku. Powoli sprząta i przygotowuje się do zamknięcia, nagle do lady podchodzi młoda para, w koszyku siedzi ich małe dziecko. Dorośli żwawo dyskutują, zastanawiając się nad wyborem towarów. Zmęczona dziewięciogodzinną zmianą sprzedawczyni postanawia nie przerywać sprzątania, dopóki klienci nie podejmą decyzji. Czasem kobieta zazdrości koleżankom, które mogą schować się na zapleczu i udawać, że nie widzą stojących przed ladą ludzi. Ona nie może liczyć na taki luksus. Młoda matka w końcu zaczyna składać zamówienie. Janina nie pała entuzjazmem, a przede wszystkim nie ma już sił nawet go udawać. Więc spokojnie wykonuje swoją pracę. Najwyraźniej nie spodobało się to klientce, która nie omieszkała wyrazić swojego zdania na głos. – To nie moja wina, że musi Pani pracować o tak późnej porze – powiedziała, kończąc lekkim uśmiechem. Sprzedawczyni miała dość, jeszcze jej takiej uwagi na koniec dnia brakowało. Miała ochotę rzucić firmowym fartuchem o ziemię i natychmiast wyjść z pracy. Ostatecznie przemilczała cierpką uwagę, udając, że nic się nie stało.
Spotkanie z diabłem
Wybiła dwudziesta pierwsza, zmęczona kobieta mogła w końcu opuścić swoje stanowisko pracy. Jednak szybko okazało się, że to nie koniec wrażeń na dziś. Na rozmowę wezwał ją kierownik. Janina wiedziała, że nie oznacza to nic dobrego. Zapukała do drzwi, po czym weszła do małego pokoiku. Nie było tam gdzie usiąść, więc kobieta stała naprzeciwko biurka, przy którym siedział przełożony. Był to młody mężczyzna, miał może nieco ponad dwadzieścia lat. Koleżanki z pracy kobiety nazywały go karierowiczem. Najgorsze jednak było to, że on nie miał bladego pojęcia o pracy sprzedawcy, a mimo to wymagał dosłownie cudów.
– Pani Janino, mam dla Pani trzy wiadomości – powiedział. – Po pierwsze: nasza sprzedaż spada, trzeba wymyślić sposób na przyciągniecie nowych klientów. Sprzedawczyni wiedziała, że problem tkwi w produkcie, ale przecież nie powie tego otwarcie. – Po drugie: jutro przyjedzie specjalna osoba, która pokaże Pani oraz pozostałym sprzedawczyniom, jak układać towar na ladzie. Ma to pomóc w ograniczeniu strat, jakie generujemy podczas każdej zmiany. Pierwsza myśl Janiny: to strata czasu. Robią zdjęcia w dużych sklepach, gdzie lada ciągnie się przez całą szerokość pomieszczenia. A im każą bawić się w cudotwórcę i zrobić tak, by w tej małej witrynie, jaką dysponują, wszystko wyglądało identycznie jak na fotografii.
Najbardziej nieprzyjemna okazała się jednak ostatnia wiadomość. Kilku klientów napisało na Janinę skargę. Według nich zachowanie sprzedawczyni było grubiańskie. Mało tego, domagali się natychmiastowego zwolnienia tak niekompetentnej osoby. Kobieta się załamała. Nie dość, że tak niewiele brakuje jej do emerytury, pracuje do późna za psie pieniądze, to w dodatku ludzie kładą jej kłody pod nogi. Wiedziała, że nie może się bronić, bo szef był wierny zasadzie „klient nasz pan”. Nie miała innego wyjścia – musiała przyjąć upomnienie napisane przez kierownika.
Powrót do spokojnego domu
Po prawie godzinnej pogadance kobieta wyszła z pokoju przełożonego. Całkowicie wyczerpana zarówno emocjonalnie, jak i fizycznie marzyła tylko o powrocie do domu. Po piętnastu minutach swobodnego marszu znalazła się w swojej oazie spokoju. Dwa kochane psiaki, radośnie merdając ogonkami, powitały zmęczoną właścicielkę. Ta pogłaskała je po łepkach, po czym podeszła do ściany na której wisiał kalendarz. Wyciągnęła z torby czerwony długopis i postawiła krzyżyk na dzisiejszej dacie. „Zostało tylko jakieś pięćset dni, nim będę mogła odpocząć” – pomyślała kobieta.
Autorka tekstu jest również autorką rysunku ilustrującego ten artykuł.