
Dzielenie mieszkania z osobami, które lubisz albo – przynajmniej – tolerujesz, jest jak wygranie w totka. Wie to każdy, dla kogo powroty do swojego lokum kiedykolwiek przypominały wchodzenie do smoczej jamy. W tym momencie lepiej weź głęboki oddech, bo budzimy do życia wspomnienia o koszmarnych współlokatorach.
Jeśli miałeś nieprzyjemność obcować z którymś z tych typów, przyjmij wyrazy współczucia. Jeśli znasz je tylko z teorii, dziękuj i wrzuć jakiemuś biedakowi parę groszy do kubka – dobro wraca, a szczęście nie trwa wiecznie.
Didżej
Nie wie, że ludzkość wynalazła urządzenie tak wspaniałe jak słuchawki albo po prostu o tym zapomniał. Istnieje też możliwość, że ma poważną wadę słuchu, bo liczba serwowanych przez niego decybeli stanowczo przekracza granice normy, o przyzwoitości nie mówiąc. Tak czy siak, dzięki temu dokładnie wiesz, jakiej muzyki słucha, jakie ogląda filmy / seriale / programy rozrywkowe. Ba, jesteś w stanie obudzony w środku nocy zanucić jego ulubione piosenki i wymienić wszystkich bohaterów ukochanego tasiemca (względnie: odtworzyć ochy i achy zapętlanego pornosa). Ale są też plusy mieszkania z didżejem. Kiedy w godzinach szczytu trafiasz na najbardziej ruchliwą ulicę w mieście, masz wrażenie, że właśnie znalazłeś się na seansie muzyki relaksacyjnej.
Pasożyt
Najlepiej opisuje go hasło: „Najpierw zjemy Twoje, a później każdy swoje”. Bez pytania bierze Twoje rzeczy, włącznie z tymi z lodówki. Mniej krwiożercza postać pasożyta pyta, czy może coś pożyczyć (ale nigdy nie czeka na odpowiedź) albo po fakcie informuje, że coś sobie wzięła. Najbardziej krwiożercze osobniki bez cienia zażenowania korzystają z tego, co Twoje, uważając przy tym, że powinieneś być im wdzięczny, że zechcieli przetestować należące do Ciebie rzeczy. Nie wiesz, czy zainspirowali się opowieściami Jarosława Kuźniara o zakupach w Walmarcie, czy tacy się urodzili. Ty jesteś wykończony. W końcu się łamiesz i zaczynasz trzymać szczoteczkę do zębów pod poduszką.
Buntownik
Wszystko robi inaczej niż Ty. Ty wstajesz rano, on siedzi po nocach i hałasuje. Ty wolisz posiedzieć dłużej, on zrywa się o piątej rano. Ty lubisz porządek, on rozrzuca rzeczy po całym mieszkaniu. Ty jesteś bałaganiarzem, on gotów układać kolorami śmieci w koszu. Nie ma go całymi dniami, a kiedy do Ciebie przychodzą goście, on tkwi w mieszkaniu i postanawia zrobić generalne porządki. Pewnego dnia nie wytrzymujesz i zarzucasz mu złośliwość. On mówi wtedy, że po prostu jest współczesną wersją Jamesa Deana.
Sprawozdawca
Godzinami rozmawia na Skypie lub przez telefon. Mamę wypytuje, jak przyrządzić parówki, tacie relacjonuje każdy dzień na uczelni / w pracy, a ze swoją drugą połówką świergocze tak, że jesteś bliski tęczowego rzygu. Mówić cicho po prostu nie potrafi. Twoi znajomi żartują, że masz darmowego Big Brothera, ale Tobie wcale nie jest do śmiechu. Czasami łapiesz się na tym, że kiedy Twój współlokator coś komuś opowiada i nie może sobie czegoś przypomnieć, chcesz go wyręczyć. Wtedy zaczynasz się martwić, że jego życie znasz lepiej niż własne.
Król życia
Przyjmuje tylu gości, że drzwi Waszego mieszkania się nie zamykają. Nie może już mieć więcej znajomych na Facebooku, nad czym niezmiernie ubolewa. Oczekuje od Ciebie wdzięczności, że poznaje Cię z takimi świetnymi ludźmi i wciąż proponuje wspólne wychodzenie do miasta. Ty nie masz już ani siły, ani pieniędzy, a u niego jedna impreza płynnie przechodzi w drugą. Dzięki królowi życia masz już plan doktoratu o różnych stadiach upojenia alkoholowego i zaproszenie do „Rozmów w toku”. Tytuł odcinka: „Cyborgi są wśród nas”.
Celebryta
Cały świat kręci się wokół niego. Zajmuje łazienkę, kiedy chce i na jak długo chce. Mówi tylko o sobie. Chyba nawet nie wie, jak brzmi Twój głos. Średnio trzydzieści siedem razy dziennie pyta Cię o opinie w różnych dotyczących go sprawach. Oczekuje tylko jednego: pochwał graniczących z uwielbieniem. Zresztą, i tak sam je wypowiada, Ty masz tylko potakiwać. Nie wiesz, czy Ci się to śni, czy dzieje się to naprawdę, ale kilka razy nazwał Cię „asystentem gwiazdy”. Przed oczami stanęła Ci wtedy Maja Sablewska (w wersji zanim zaczęła stosować dietę zmieniającą rysy twarzy). Po cichu liczysz teraz na telefon z jakiegoś talent-show z propozycją pracy jako juror.
Marzyciel
Zapomina, że wstawił pranie czy gotuje ziemniaki. Czasami myślisz, że nie wie nawet, jak się nazywa. To chyba fart, że przez jego bujanie w obłokach tylko dwa razy zalaliście sąsiadów i wyrzuciliście do śmieci tylko pięć garnków, trzy czajniki i patelnię. No i jeszcze żelazko. Kiedy pierwszy raz wyszedł i nie zamknął mieszkania, byłeś zły, a potem odetchnąłeś z ulgą, że nic nie zginęło. Po piątej takiej przygodzie zacząłeś codziennie modlić się do św. Judy Tadeusza – patrona od spraw beznadziejnych. Może i byś się wyprowadził, ale dzięki marzycielowi uczysz się cierpliwości i realizujesz instynkt rodzicielski.
Ekshibicjonista
Po prostu lubi paradować po mieszkaniu skąpo odziany. Czasami myślisz, że w jego szafie są tylko ręczniki i bielizna. Oczywiście nie wygląda jak bóg / bogini, a prezentowane outfity pozostawiają (eufemistycznie rzecz ujmując) wiele do życzenia. Najgorzej jest wtedy, kiedy odwiedzają Cię znajomi, a Twój współlokator zapałał akurat chęcią eksponowania swoich (wątpliwych) wdzięków. Tłumaczysz im, że to forma terapii, żeby zaakceptować siebie. Chyba Ci nie wierzą, ale przynajmniej przestali komentować. W centrach handlowych uciekasz, widząc sklepy z bielizną i masz senne koszmary z ręcznikowym potworem w roli głównej. Z tego wszystkiego zapisałeś się na siłownię, ale Twoja druga połówka skarży się, że w sytuacjach intymnych jakoś dziwnie na nią patrzysz.
Brudas
Od smrodu może jeszcze nikt nie umarł, ale on chyba chce to sprawdzić. Na Tobie. Jemu brud zdaje się nie przeszkadzać. Życie w towarzystwie pudełek po pizzy, kubeczków od jogurtu i porozrzucanych skarpetek z kilku miesięcy – to dla niego codzienność. Ścierkę widział pewnie tylko na obrazku. Na początku masz nadzieję, że przygotowuje się do programu „Nieustraszeni”. Potem chcesz w nim widzieć szalonego eksperymentatora. Wreszcie dochodzisz do smutnego wniosku: mieszkasz z brudasem.
Cerber
Mieszkanie z właścicielem bywa przekleństwem. Dobrze to znasz. Światło masz gasić o 22, pranie robić najwyżej raz w miesiącu (i to w określonym przedziale godzinowym), a do kąpieli używać nie więcej niż 2,5 litra wody. O wizytach rodziny czy znajomych nie ma mowy. Za to cerber przyjmuje gości, kiedy chce. Kiedy zauważyłeś, że grzebie Ci po szafach, myślałeś, że gorzej być nie może. Wtedy wróciłeś do pokoju i zastałeś obcych ludzi w Twoim łóżku i Twojej pościeli. Czasami chciałbyś trafić do więzienia – podejrzewasz, że skazani mają więcej wolności i prywatności od Ciebie.
Przecież nie musisz mieszkać z tymi ludźmi! – znakomita rada. Szkoda tylko, że zwykle masz związane ręce: podpisaną umową, ograniczonymi funduszami, czasem potrzebnym na znalezienie nowego lokum. Jeśli jednak w chwilach największego kryzysu mówisz, że zawsze mogło być gorzej, nie czekaj: bierz nogi za pas. Poniesione koszty i tak będą mniejsze niż regularne wizyty u terapeuty w celu wyleczenia się z mieszkaniowej traumy.