
Codzienne przygody w komunikacji miejskiej
4 min. czytania
28 października 2015
Stoję na przystanku i czekam na autobus. Złota strzała ZTM-u w końcu się zatrzymuje. Drzwi się otwierają i niby można wejść. Skąd u licha ten mur? Moim oczom ukazuje się postawny mężczyzna stojący w wejściu. Ani go minąć, ani przeskoczyć. Ludzi w środku nie ma dużo, ale co tam, ten człowiek pomylił autobus z klubem. I twardo pilnuje magicznych wrót. Mogę spróbować wejść z rozpędu, ale pewnie się odbiję i wyląduję na najbliższym ogrodzeniu. Zostaje perswazja, byle szybko, bo zaraz autobus odjedzie. „Przepraszam” – mówię spokojnie, a on gromi mnie wzrokiem.