
Polskie drogi są długie, wąskie i zawsze w remoncie. Za to mamy kierowców o „wysokiej” kulturze jazdy. Ta grupa charakteryzuje się odmiennym system wartości, przez co sprawiają problemy na drodze.
Po ulicach poruszają się miliony samochodów. Każdym kieruje człowiek, który po zdaniu testu na prawo jazdy powinien być odpowiedzialny i stosownie zachowywać się na drodze. Tyle na temat teorii. Praktyka to zupełnie inna bajka. Oto kilka sklasyfikowanych rodzajów kierowców. Uważaj, jeśli takiego spotkasz.
Komentator
Niby nie wolno rozmawiać przez telefon w czasie jazdy, jeśli nie posiada się zestawu głośnomówiącego. Ale przecież kto zabroni kierowcy zaszpanować nowym modelem telefonu? No kto? Poza tym on rozmawia o bardzo ważnych sprawach. To nic, że zaabsorbowany konwersacją ledwo zauważył i wyminął palmę na rondzie de Gaulle’a w Warszawie. Komentator musi być na bieżąco, więc jego rozmówca na pewno wie, jaką średnicę ma pień egzotycznego drzewa.
Kubica
To zazwyczaj młody narybek wśród kierowców, choć zdarzają się w tym gronie także starzy wyjadacze. Zatrzymują się na światłach i podkręcają obroty silnika do maksimum. Poszukują rywali, z którymi mogliby się ścigać na zawrotnie długim odcinku – czyli do następnej sygnalizacji. W tej grupie są dwa typy: samotny jeździec – pokazujący możliwości auta, bo przecież nie jego lub ścigacz – szukający przeciwnika do szybkiej jazdy w terenie zabudowanym.
Piękna wśród stada bestii
Kobiety za kierownicą to także ciekawy przypadek. Szczególnie te, które mylą auto z prywatnym salonem piękności. Korzystając z postoju na czerwonym świetle, natychmiast sięgają po szminkę lub puder i poprawiają swój wizerunek. W międzyczasie zapala się zielone, a pani stoi i podziwia własne odbicie w lusterku. Łatwo ją zauważyć nawet w dużym korku, bo każdy inny użytkownik drogi klaksonem wyraża swoją aprobatę dla jej poczynań.
Zapychacz
Jest korek, wszyscy stoją. Nieliczne pasy zaczynają się żwawiej ruszać, więc kierowcy zmieniają swoje pozycje. Włączają kierunkowskaz i zmieniają pas. Ale chwila! Wtedy do akcji wkracza zapychacz. Gdy tylko zauważy, że kierowca z boku próbuje wjechać przed jego auto, od razu wciska pedał gazu i wypełnia tworzącą się przed nim lukę. To nic, że oba samochody stoją. Zapychacz jest górą, bo działa lepiej niż nasz system odpornościowy i nie wpuszcza bakterii.
Bumbox
Diabeł podkusił człowieka do instalowania sprzętu muzycznego w samochodach. Jedni korzystają z tego dobrodziejstwa z umiarem. Drudzy podkręcają odtwarzacz do oporu, tak że auto samo skacze w rytm basów. Nie słyszą niczego poza dudniącą muzyką. Nawet karetka ma z takim kierowcą problem. Powód? Jej syreny są za ciche.
Kamikaze
Ta grupa dosłownie czuje boski wiatr. Szczególnie, jak przyciska pedał gazu tak mocno, że stopą dotyka asfaltu. Kierowcy zapominają, czego uczyli się na kursie prawa jazdy. Czasami czują się jak w popularnej grze komputerowej „Need for Speed”. Tyle że drogi nie te, a w dodatku stan techniczny auta pozostawia wiele do życzenia. Jednak dla ludzi, którzy nie mają czasu pobawić się na komputerze, jest dostępna wersja na żywo. Z dopiskiem: na własne ryzyko.
Niespełniony muzyk
Ta grupa jest dość specyficzna. Nie łamią przepisów i pozornie nie rzucają się w oczy. Za to ich umiłowanie do muzyki jest wszechobecne. Jak to się objawia? To proste: kierowca przy najmniejszej sposobności korzysta z klaksonu. Nie raz, nie dwa, ale wielokrotnie sygnalizując swoje niezadowolenie lub – jego zdaniem – łamanie przepisów. Jak już raz klakson wciśnie, to końca nie ma. W dodatku ten szaleńczy rytm porywa innych użytkowników drogi. Tak powstaje orkiestra objazdowa.
Użytkownik „kwiecistej mowy polskiej”
Kolejna grupa do przyjemnych nie należy. Gdy tylko coś dzieje się nie po ich myśli, okazują to bez względu na okoliczności. Więc gdy inny kierowca wymusi na nich pierwszeństwo, nie wahają się ani chwili: opuszczają szybę i posyłają liczne wiązanki życzeń, skierowane pod adresem winowajcy. Wówczas zastanawiasz się, jak bogaty jest zasób słów języka polskiego, bo większości zwrotów nie usłyszysz na co dzień. Sam adresat też ich nie pozna, bo już dawno zniknął z pola widzenia.
Polscy kierowcy jak celebryci
Choć trudno w to uwierzyć, to sława naszych kierowców jest już znana poza granicami kraju. W artykule „Polscy kierowcy mają tylko pedał gazu. Niemcy o jeździe na polskich drogach” dla gazety.pl Małgorzata Matzke pisze, że niemieccy kierowcy wprost boją się polskich kolegów. Opiera się tu na ankiecie wywiadowni GfK na zlecenie towarzystwa ubezpieczeniowego DA Direkt, w której prawie 80 proc. Niemców obawia się podróżować w Polsce. O charakterystycznej jeździe naszych kierowców opowiedział także tygodnik „Focus” czy niemiecki portal portal ferienland-polen.de. Można powiedzieć, że „wysoka” kultura jazdy w naszym kraju jest bardziej znana niż polskie zabytki. Czy to powód do radości, czy do płaczu – oceńcie sami.
Autorka tekstu jest również autorką rysunku ilustrującego ten artykuł.