
Atak terrorystyczny w Paryżu wstrząsnął całym światem. Również tym wirtualnym. Co ciekawe, dużo bardziej niż zupełnie przeoczone zamachy w Bejrucie i Bagdadzie, które mogą rzucić inne światło na problem i przyćmić wzrastające antyimigracyjne tendencje związane z wydarzeniami ostatnich dni.
„Szach mat zwolennicy multikulti!”, „A nie mówiłem?”, „Chciała głupia Francja otwartych granic, to teraz ma!”. Trudno jest nie stracić nerwów, gdy widzi się takie komentarze. Nekrofiliczne, cyniczne wykorzystywanie tragedii jako argumentu jest jeszcze do zniesienia, ale bijąca z tych sformułowań radość i poczucie zwycięstwa w dyskusji, to obrzydliwość i dehumanizacja najwyższego sortu. Żaden słownik nie posiada wystarczająco mocnych słów, które mogłyby potępić to zjawisko. A stało się ono w polskim Internecie niemal wszechobecne.
#Notinmyname
Całe szczęście sieć potrafi zaskoczyć zjawiskami dużo bardziej pozytywnymi niż miliony wiader szamba wylewanych na wybraną nację. Muzułmanie z całego świata, pokojowi wyznawcy islamu z całą stanowczością odcięli się od piekła, które rozpętali w Paryżu terroryści z Państwa Islamskiego.
Bardzo ciekawą akcją jest publikowanie w Internecie przez muzułmanów zdjęć z hashtagiem #Notinmyname, podkreślającym, że atak nie został dokonany w ich imieniu. Na fotografiach widzimy kobiety w burkach, starszych mężczyzn w turbanach i dzieci. W akcji wzięły udział bardzo różne osoby, w różnym wieku, z różnych krajów i mające różny stosunek do swojej religii.
Uczestnicy akcji podkreślają, że ISIS, które przyznało się do ataków w Paryżu, w ciągu ostatnich lat uśmierciło też 100 tysięcy muzułmanów. Środowisko popierające wsparcie i przyjęcie uchodźców przypomina też, że uciekają oni właśnie przed terroryzmem i fundamentalizmem islamskim.
Fanpage „Nacjonalizm to choroba wieku dziecięcego” również wykazał wzrost aktywności w związku z pojawiającymi się częstszymi atakami na społeczeństwo muzułmanów, ze szczególnym uwzględnieniem imigrantów. Apeluje, że uleganie strachowi to dokładna realizacja założeń, które postawiły sobie ugrupowania terrorystyczne. Trudno nie dostrzegać w tym racji. Terror nie stawia sobie za cel niszczenia europejskiej cywilizacji. Uznanie, że kilka zamachów bombowych jest w stanie dokonać takiego dzieła jest zwyczajnie głupie i świadczy o oderwaniu od rzeczywistości i niepojmowaniu, ile takich ataków, uśmiercających kilkaset osób, byłoby potrzebnych, by ta cywilizacja legła w gruzach. Abstrahując od tego, że wzbudzenie agresji wobec imigrantów, jeśli to wśród nich ma znajdować się armia ISIS, całkowicie zniweczyłoby takie plany.
W końcu, przechodząc do tego, że uchodźcy uciekają właśnie przed islamskim ekstremizmem, niewpuszczeni w granice państw europejskich, zmuszeni zostaną do powrotu i pozostawania na łasce swoich oprawców.
Brońmy naszych gniazd
Instynktowny strach, odwoływanie się do odruchów samozachowawczych i utrzymywanie przy tym, że kieruje się ludzką logiką i cechami jak najbardziej człowieczymi, godzi w jakikolwiek zdrowy intelekt. Bezrozumny strach jest domeną zwierząt, człowiek posiada tę przewagę, że jego działaniami zawsze kieruje rozum. A raczej może kierować, jeśli tylko jest używany.
W ciągu ostatnich kilku dni Internet zdominował też film ukazujący „zwierzęce” zachowania uchodźców w przygotowanym dla nich obozie na terenie Niemiec. Kto o zdrowych zmysłach jest zdania, że stworzenie getta, państwa w państwie, w którym zebrana zostanie cała etniczna mniejszość, wesprze jej asymilację?
Któż nie wściekłby się też, gdyby upchało się go w ciasnej psiarni, w której ledwo mieści się z całą swoją rodziną? Obóz ten nie istnieje od kilku dni, a od kilku miesięcy. Na filmie widać nie tylko naganne zachowanie uchodźców, a i warunki „osiedla”, w którym ich umieszczono, kojarzące się z kolorowymi, amerykańskimi filmami o dzielnicach biedoty (żeby daleko nie szukać – „Dystrykt 9” z gettem kosmitów w RPA). Jeśli każe się dużej społeczności mieszkać w czymś na kształt schroniska na zwierząt, to samemu kręci się bat na własną dupę, skazuje się na zamieszki i otwarty bunt. W europejskich, cywilizowanych miastach najniebezpieczniejsze dzielnice, zamieszkane przez białych, to również te o najniższych standardach mieszkaniowych. Nie trzeba być tytanem logiki naukowej, by połączyć te dość proste fakty.
Najłatwiej jest zasymilować ludność rozproszoną, niezebraną w żadne mniejsze i większe skupiska. Najłatwiej jest też asymilować ludność, która posiada zadanie, zajęcie, jakikolwiek cel związany ze swoją obecnością w danym miejscu, a nie atrakcyjne zasiłki. Warto zaznaczyć, że uczenie języka tak powszechnego jak angielski w roli absorbującego zajęcia naprawdę jest uznaniem, że ludzie ci wywodzą się z tajemniczego, odizolowanego od tysiącleci plemienia małpoludów z dżungli. Te proste zasady wynikają z cząstkowej wiedzy na temat historii Polski, na tyle jednak dużej, by wiedzieć, że stosując je, nasz kraj bardzo skutecznie zasymilował swego czasu Żydów, Ormian i Tatarów (pozwalając im równocześnie zachować religijną i kulturową autonomię).
Po prostu odsłoń mi ten cholerny populizm
Genialną wprost elokwencją wykazał się też nasz Minister Spraw Zagranicznych. Witold Waszczykowski użył w stosunku do paryskich ataków terrorystycznych określenia tak pięknego jak „wojna cywilizacyjna”. Możemy odczuwać pewnego rodzaju obawę, że bezładny bełkot to nie jest dobra metoda na realizowanie polityki antemurale. Jako przedmurze chrześcijaństwa powinniśmy udzielić schronienia chrześcijanom (np. syryjskim), ale również operować podstawową wiedzą na temat swojego wroga. Pan minister bez wątpienia potrzebuje korepetycji z zakresu znaczenia zastosowanego przez niego szumnego pojęcia, jak również działania terrorystów i charakteru ich ataków. W przeciwnym razie polskie morale mogą się poskładać już po trzecim ataku bombowym islamistów.
Gdy zagraniczna opinia publiczna ostro zareagowała na słowa ministra, znów zarzucając nam bycie bezdusznym ciemnogrodem, wykorzystującym zamachy jako argumenty, nim krew ofiar zdążyła wystygnąć, on niezręcznie zaczął wycofywać się ze swoich słów i twierdzić, że może jednak przyjmiemy uchodźców.
Pierwszym krokiem w zaprowadzaniu terroru zawsze są groźby i ataki słowne. Nie można walczyć ze zjawiskiem, którego zupełnie się nie rozumie i które nieświadomie się wspiera, a nawet rozpoczyna siać w swoim własnym kraju.
Zawsze jednak można uczyć się od Francuzów, którzy mimo, że padli ofiarami ataków, nie zaczęli pod wpływem emocji, a zwłaszcza strachu, myśleć wybiórczo.