Ze mną się nie napijesz? Obalamy argument ostateczny

żurnalista

Zodiakalny strzelec, który zgodnie z horoskopowym opisem nie może wysiedzieć na miejscu. Obywatelka świata. Recenzentka i newsmenka filmowa, z zawodu i pasji marketingowiec. Sweet sexteen obchodzi co roku. Aby ją znaleźć nasłuchujcie chrupania popcornu w sali kinowej, bądź wypatrujcie rozwianych włosów na lokalnym ryneczku, wśród sezonowych produktów.

 5 min. czytania
 2
 25
 29 listopada 2015
gratisography
Jednym zdaniem: Jak pijemy i jak picia unikamy.

U cioci na imieninach, na weselu u kolegi czy na spotkaniu integracyjnym – wszędzie tam alkoholu się nie odmawia. Polski sport narodowy, mawiają niektórzy. Dla pozostałych, słabszych zawodników, kac morderca nie ma litości. Ale przecież nikt nam do gardła alkoholu nie wlewa, prawda?

Piwo to nasze paliwo

Jest ławeczka w serialu „Ranczo”, a Kiepski ma Mocnego Fulla. Choć to w Egipcie odkryto najstarszy browar, to tradycje piwowarskie na ziemiach polskich także sięgają czasów odległych, bo aż prasłowiańskich. O pierwszych polskich piwach wspomina Jan Długosz w swoich „Rocznikach” oraz Gall Anonim w „Kronice polskiej”. Po 1989 roku rozwój polskiego browarnictwa dynamicznie wzrósł. Powstają regionalne produkty, a lokalność staje się ważnym elementem wpływającym na decyzje zakupowe Polaków.

Z dostępnych trunków na naszym rynku najchętniej sięgamy właśnie po piwo. Na drugim miejscu w kolejności są wódki, na trzecim uplasowało się wino. Procenty kupujemy coraz częściej. Międzynarodowa Organizacja Współpracy Gospodarczej i Rozwoju zaliczyła nas do tzw. grup ryzyka, w których trend wzrostowy picia alkoholu powinien zaniepokoić władze. Obok nas są m.in. Finowie i Szwedzi. Daleko nam do pijących tradycyjnego drinka po pracy Amerykanów, czy raczących się winem do każdego obiadu Greków. Chyba każdy mieszkaniec Krakowa spotkał Anglików zataczających się po krakowskim rynku, a mimo to, to właśnie nasz naród kojarzy się z powszechnym pijaństwem.

Pij, będziesz łatwiejsza

W pubach nie brakuje chętnych, które za kieliszek wódki mogą uprzyjemnić Panom czas w obskurnej toalecie. Koleżanka na firmowym spotkaniu mówi, że piwa to ona już nie może bo zaraz się upije. Ale wódeczkę to chętnie. Przed babskim wyjściem przyjaciółki śmieją się dywagując, której tym razem trzeba będzie trzymać włosy nad kiblem. Pani prezes po stresującym dniu, przed snem wypija lampkę czerwonego wina, w porywach do pięciu.

Wśród konsumentów napojów alkoholowych największy odsetek stanowią mężczyźni, ale i wśród kobiet procent spożycia zaczyna wzrastać. Kobiety piją coraz więcej i gustują w coraz mocniejszych trunkach. Mają na to wpływ zwiększająca się liczba reklam przemysłu alkoholowego adresowanych do kobiet i liczniej widniejące na półkach sklepowych piwa smakowe. Niestety, panie są o wiele bardziej podatne na negatywne, medyczne skutki spożywania alkoholu, w tym na marskość wątroby.

Picie alkoholu rodzi pewien rytuał. Nasz organizm łatwo się przyzwyczaja do wieczornej lampki wina ‘na zaśnięcie’. Mózg zaczyna działać jak w przypadku doświadczeń Pawłowa - szybko kojarzy bodźce i odruchy. Następnym razem na sytuację stresową Pani Prezes od razu przyjdzie na myśl smukła butelka schowana w barku. Niestety wbrew powszechnemu mitu kieliszek czerwonego wina nie wspiera naszego serca. Aby wino miało rzeczywisty wpływ na nasz układ krążenia musielibyśmy pić pół litra dziennie. No cóż, przynajmniej po którymś kieliszku rzeczywiście działa usypiająco. Chluśniem i uśniem.

Alkohol to Twój wróg, a wroga trzeba w mordę lać

Odstawiają w tygodniu, by nadrobić w weekend. Po ciężkiej pracy trzeba się przecież odstresować. Niektórzy lubią się zresetować lub mówiąc dosadniej: zniszczyć. Studenci grają w alkochińczyka lub szykują kociołek Panoramixa (najtańsze wino lub szampan + energetyk + wódka + mocne piwo). Stara zasada, przekazywana z pokolenia na pokolenie, mówi: nigdy nie mieszaj. Po misce takiego magicznego wywaru kolega balując na juwenaliach spadł z balkonu, głową na beton.

Napoje wyskokowe stały się nieodłącznym kompanem spotkań towarzyskich, nie tylko prywatnych. Na firmowych spotkaniach, gdzie alkohol leje się za korporacyjne fundusze, nikt sobie nie żałuje. Podobnie bywa na wyjazdach służbowych, po powrocie z których obowiązuje niepisany kodeks milczenia. Podobno powyżej iluś tam kilometrów to już nie zdrada.

Tak jak dla bywalców wyjazdów integracyjnych, również dla większości młodych ludzi bez alkoholu nie ma zabawy. Nie słuchają rodziców, którzy starają się im wytłumaczyć, że alkohol zabija szare komórki. I słusznie, bo to mit. Prawdą natomiast jest to, że niszczy połączenia między neuronami. To dlatego po wypiciu alkoholu słabiej kojarzymy, stąd też zaniki pamięci. Nasze połączenia w mózgu ulegają osłabieniu. Jeśli kilka piw ma taki wpływ na nasz organizm to chyba łatwo przewidzieć skutki długotrwałego nadużywania alkoholu. Na pewno będą o wiele gorsze niż następujący po pijaństwie deficyt istotnych dla naszego organizmu składników mineralnych lub dewastacyjny, kaloryczny wpływ alkoholu na naszą dietę. Choć w tym ostatnim przypadku istotną kwestią jest też to co mamy na zagryzkę.

Pije albo nie pije

Bez mrugnięcia okiem kłamię, że jestem na antybiotyku. Koleżanka ma zawsze przy sobie małą butelkę z wodą i ukradkiem wlewa jej zawartość do pustego kieliszka. Kuzynka ma jutro prezentacje w pracy, opróżnia więc szybko pełną alkoholu szklankę do doniczki. Na urodzinach nie chcesz pić – rodzina rozpoczyna dyskusję o Twoim domniemanym abstynenctwie. Jeśli nie palisz papierosów wygrałeś kilka dodatkowych lat życia i wszyscy biją Ci brawo. Kiedy odmawiasz alkoholu w towarzystwie i jedyny zamawiasz colę wychodzisz na sztywniaka.

Jest w naszym społeczeństwie presja wynikająca z dominującego zwyczaju sięgania po alkohol przy byle jakiej okazji. Moc tego nacisku pochodzi z lęku jednostki przed odrzuceniem. Presja kreowana jest także przez media – podziwiamy niezwykłe imprezy, na których wszechobecny jest alkohol i ludzi sukcesu, którzy smakują drinki z precyzją sommeliera. Alkohol kojarzy nam się z prestiżem społecznym, nie sięgamy przecież po najtańsze winiacze. No chyba, że w drodze eksperymentów młodości. To nie tak, że kiedyś, za czasów naszych dziadków, piło się mniej. Po prostu dwudniowy zgon nie był żadnym powodem do dumy – nikt nie dostawał za to ksywy nieśmiertelnego.

Nie znamy bezpiecznych granic spożywania alkoholu. Pewnie jest natomiast to, że alkohol odpowiada za najwyższą liczbę zgonów w skali całego świata. Odsetek abstynentów rośnie wraz z wiekiem, może więc coś w tym jest, że mądrość przychodzi z wiekiem. Raczej wątroba nie wytrzymuje – dodaje w duchu doświadczony czytelnik.

Udostępnij na  (25)Zobacz komentarze (2)