Pieniądze zmorą studentów? Erasmusowe miasta Europy, cz. II

żurnalista

Miłośnik muzycznych festiwali, folk metalu, ale muzyki filmowej i nieco spokojnejszej. Student Łódzkiej Szkoły Filmowej i przyszły kierownik produkcji (i oby producent!). Pasjonat nowinek telewizyjnych oraz filmowych, a do tego fan polskiego kina i animacji. Prywatnie fan internetowych wpisów Magdy Gessler i imprezowy wodzirej. Redaktor tvnfakty.pl, a teraz również Today.pl. Łodzianin z energią i ciekawymi pomysłami.

 5 min. czytania
 0
 46
 26 grudnia 2015
Fot. Gratisography
Jednym zdaniem: Jak radzą sobie studenci na wymianie Erasmusowej w Belgii, Anglii i w Hiszpanii?

Czym kierować się przy wyborze miasta na Erasmusa? Poziom uniwersytetów, język czy cena? Prezentujemy kolejne destynacje, które zostały wybrane przez łódzkich studentów. Tym razem ruszamy do Hiszpanii, Belgii oraz Anglii.

Sheffield – cenowy zawrót głowy

Ewa w tym roku na podróż na Erasmusa wybrała północną Anglię, a konkretnie The University of Sheffield. Jak wspomina, największą wadą są tam oczywiście ceny. Za wynajęcie pokoju bez mediów trzeba liczyć 260 funtów, czyli ponad 1500 złotych! Do tego dochodzi koszt Internetu (20 funtów miesięcznie) i pozostałe rachunki. Sheffield, mimo wysokich dla Polaka cen, jest bardzo dobrze połączona z najważniejszymi miastami w Anglii – wszystko dzięki rozwiniętej sieci komunikacyjnej. Jednak i w tym przypadku trzeba sporo wydać – za bilet z Manchesteru do Sheffield musimy zapłacić aż 22 funty. Korzystać można między innymi z wycieczek organizowanych przez uczelnię, które są największym atutem miasta ze względu na położenie w jednej z ciekawszych okolic. Zupełnie inaczej niż w Polsce działa system uniwersytecki.

– Wykładowcy są bardzo pomocni i pełni zrozumienia, bardzo kompetentni i widać było, że rzeczywiście lubią to, co robią. Egzaminy przeprowadzone profesjonalnie: data, godzina i miejsce podane w mailu już przed świętami Bożego Narodzenia (a sesja była pod koniec stycznia), nie podpisywaliśmy się imieniem i nazwiskiem, a numerem legitymacji, dodatkowo nasza legitymacja musiała leżeć na stoliku podczas pisania, bo mogła wejść inspekcja i sprawdzić, czy to rzeczywiście my piszemy ten egzamin – mówi Ewa.

Mimo to egzaminy ponoć nie należą do wybitnie trudnych. A chcącym studiować na Wyspach radzimy wcześniej dokładnie przeanalizować wszelkie koszty.

Shieffieldfot. iq-student-accommodation.com

Z Norwegii do Santiago de Compostela

Do Santiago Dominika trafiła przypadkiem. Celowała w Norwegię, gdzie się nie dostała, a następnie musiała zrezygnować z Madrytu, bo musiałaby w nim spędzić cały rok. Do wyboru zostały Holandia i właśnie Santiago w Hiszpanii.

– Oczywiście wybrałam Holandię, ale gdy pani zobaczyła w moich dokumentach, że mówię po hiszpańsku, wpisała Santiago i z uśmiechem na ustach dodała: „Ach, mówisz po hiszpańsku, więc dasz sobie radę”. Przez pierwsze dwa tygodnie miałam ochotę do niej zadzwonić i wykrzyczeć „co Ty kobieto sobie myślałaś” – wspomina Dominika.

Santiago de Compostela to małe miasto, które można przejść w 40 minut. Stosunkowo niedrogie, choć Polak zawsze z tyłu głowy ma przelicznik 1 euro = 4 zł. Mieszkania można znaleźć już bowiem za 150 euro miesięcznie (bez opłat). W biurach współpracy z zagranicą (pomiędzy uczelniami) mówią, że stypendium z UE (400 euro miesięcznie) jest tylko na pokrycie różnic cenowych między krajami, ale w Santiago spokojnie da się przeżyć z niego przez nawet trzy, cztery miesiące. Warto wiedzieć, że stypendium wypłacane jest w całości po podpisaniu umowy z biurem współpracy z zagranicą.

Mimo że Santiago wydaje się niepozorne, to jednak tętni tutaj życie studenckie. Sami mieszkańcy mówią, że miasto to pielgrzymi ze słynnej „Camino de Santiago” oraz studenci. Na każdej ulicy są bary, kawiarnie, kluby i inne studenckie miejsca. W tym roku do Santiago na semestr zimowy przyjechało około sześciuset osób z całego świata, na stałe mieszka tam ponad dziewięćdziesiąt tysięcy ludzi. Dodatkowo są dwie „firmy”, które walczą o uwagę Erasmusów: ESN i Sharing Galicia – obie organizują wycieczki i imprezy.

Katedra w Santiago de Compostela, gdzie znajdują się szczątki Świętego Jakubafot. Dominika Wolska

Szykując się na wyjazd do Santiago, trzeba wiedzieć, że w tej części Hiszpanii pada, pada i jeszcze raz pada. Z pewnością nie jest to deszczyk na nasze polskie parasolki. Dodatkowo miasto położone jest na wzniesieniu, więc w czasie ulew ulice zamieniają się w małe rzeki.

Jak wspomina Dominika, Hiszpanie nie mają talentu do języka anielskiego. W Galicji ze świecą można szukać osoby, która mówi w tym języku, ale i tak się jej nie znajdzie. Lepiej przyjechać tutaj z dobrą znajomością hiszpańskiego, bo z angielskim daleko się nie zajedzie (nawet na zajęciach).

W Santiago de Compostela mieszkańcy, wykładowcy, miejscowi studenci są bardzo pomocni, zawsze wytłumaczą, jak dojść do celu, a nawet Cię do niego zaprowadzą.

Antwerpia – polsko-angielska mieszanka klimatyczna

Joanna i Natalia zdecydowały się na Erasmusa w Belgii, a konkretniej w Antwerpii, głównie ze względu na wysoki poziom uniwersytetów. Największym minusem okazuje się fakt, że w każdej niefizycznej pracy wymagana jest znajomość niderlandzkiego, francuskiego i angielskiego. Podjęcie dorywczej studenckiej pracy jest więc wyzwaniem.

Mimo że ceny pokojów wahają się od 300 do 400 euro, to można trafić na bardzo różne warunki. Ceny w restauracjach nie są niskie, ale spokojnie można żywić się w miarę tanio, kupując w marketach. Antwerpia jest przepięknym i bardzo studenckim miastem. Znajduje się tam mnóstwo pubów i kilka klubów. Jednak wejście do klubu kosztuje około 10–15 euro. Jak wspominają dziewczyny, najlepiej pobawić się w czwartki, kiedy jest ono darmowe. Tamtejsza organizacja ENS (Erasmus Student Network) działa bardzo prężnie i aktywnie, jeśli chodzi o organizowanie różnych imprez. Zaletą jest także to, że będąc w Antwerpii, można tanio pozwiedzać sporą część zachodniej Europy. A miasto to jest świetną bazą wypadową do Francji, Holandii czy Luksemburga. Pogoda jest mieszanką polskiego i angielskiego klimatu. Sporo deszczu, choć da się trafić na kilka słonecznych tygodni.

– Jest drożej niż w Polsce, ale nie jest to państwo skandynawskie, więc mimo wszystko jest to dość umiarkowana opcja cenowa – mówi Natalia.

Antwerpia w okresie Bożonarodzeniowymfot. Emilia Kalecka

Czy pomimo wielu niekorzystnych aspektów półroczny wyjazd na Erasmusa to dobry pomysł? Poznanie zagranicznego systemu edukacji, obcej kultury, a przede wszystkim społeczeństwa chyba rekompensuje te niedogodności.

Udostępnij na  (46)Skomentuj