
Kilka dni temu w porannym programie telewizji śniadaniowej pojawiła się Sarsa, autorka hitu „Naucz mnie”, która opowiadała o nowej metodzie leczenia dźwiękami. Sama zainteresowana również zajmuje się innowacyjnym sposobem, przygotowując się też do przewodu doktorskiego dotyczącego owej terapii na wydziale Nauk o Zdrowiu Collegium Medicum. Na czym ona polega i jak działa?
Nowa gałąź muzykoterapii stworzona przez Barbarę Romanowską w swoim założeniu ma leczyć na poziomie umysłowym, emocjonalnym i duchowym. W przeciwieństwie do muzykoterapii, w kamertonoterapii działamy już w ramach konkretnych dźwięków. Do jej stosowania potrzebne są kamertony, które wprowadzać mają fale dźwięku w głąb ciała poprzez naturalne wibracje o określonej częstotliwości. Kamertony są stalowymi widełkami, którymi można stroić instrumenty. Jak tłumaczyła Sarsa w wywiadzie dla „Dzień Dobry TVN”, każdy narząd naszego ciała i komórka ma swoją indywidualną częstotliwość drgań będącą częstotliwością zdrowia. I tak dla woreczka żółciowego kamerton lecznicy, który może dostroić organ, wynosi 163 Hz.
Z badań prowadzonych we Francji jak i USA wynika, że komórka nowotworowa przy ostatniej częstotliwości pęka. Zmutowane komórki po prostu nie wytrzymują intensywności drgania, a zdrowe ożywają dźwiękiem.
Kamertony już teraz wykorzystuje się w pracy z dziećmi autystycznymi. Dzięki używaniu przyrządów, dziecko usłyszeć może dwa różne dźwięku w interwale doskonałym, co obudza obie półkule do myślenia. Działa to zarówno na poziomie komórkowym, jak i biologicznym, a z terapii mogą korzystać nawet osoby niesłyszące. Z informacji zawartych na stronach zajmujących się leczeniem opisywaną metodą wynika, że pomaga ona w walce z nerwicą, nowotworami, kamieniami nerkowymi czy nawet depresją. Jak cenowo wypada taka przyjemność? Za godzinny zabieg przyjdzie nam zapłacić 80 zł.
Oczywiście kamertonoterapia jedynie wspomaga tradycyjną formę leczenia. Choć wielu wątpi w jej działanie, chyba warto przekonać się na własnej skórze, jak działa.